Te święta minęły bardzo szybko ale zostawiły po sobie wiele wspomnień.
Czwartek, piątek- było spoko.
Sobota- ze święconką
W niedziele rano pobudka o piątej i do kościoła. Te petardy i ten hałas.
Po południu pojechałam do dziadka i zobaczyłam sześć malutkich piesków. Jakie one słodziutkie.
Wieczorem oglądaliśmy Persie Jackson i bogowie Olimpu( nie wiem jak to się pisze)
I w końcu poniedziałek. Rano jak tylko wstałam zaczęła się wojna na wodę. Wszyscy byliśmy mokrzy ale na szczęście w piżamach. Jak się ubraliśmy to z bratem poszliśmy do sąsiadów. To już tradycja. W tym roku nie udało im się nas zaskoczyć.
Potem brat próbował mnie podejść. Nie udało mu się. Zaatakowałam go ze szlaufa( nie wiem czy to tak)
Graliśmy z kuzynem w Bocce(bule). Wygrałam kilka razy.
Te święta były wyjątkowe( może dlatego, że bardzo mnie zmoczono zimną wodą) i na pewno najlepsze...
Fajny post :)
OdpowiedzUsuńObserwuję i dałam komentarz, liczę na to, że się odwdzięczysz :)
http://beinspiredbynickyandniala.blogspot.com/
Szybko minęło, a szkoda. Teraz do majówki! ;)
OdpowiedzUsuń♥ rosy-bloog.blogspot.com ♥